Przypadki Józefa P.

Posted in Gruba Berta, cośtamcośtam on 25 listopad 2009 by babsztyle

Spadkobierca zaczerpnął oddech i popłynął: A wiecie, dzisiaj w przedszkolu byli muzykanci, pani i pan. I jak śpiewali hej hej koooomendancie, to wszystkie przedszkolaki podnosiły o taaaak rączki i taaak machały – tu Spadkobierca macha rączusią jakby łapał nad głową muszkę owocówkę.
Robię zeza na Babcię B., widzę, jak drżą Jej kurze łapki wokół oczu z powstrzymywanego chichotu.
- Aha – mówię z namysłem – a kto to ten Piłsudski był?
- Jak to, nie wiesz? – Spadkobierca podchodzi do mnie blisko i wpatruje się we mnie badawczo. Biedak ma świadomość, że często Go wkręcam i podpuszczam.
- Nie mam pojęcia Synu, nie interesowałam się zbytnio historią – odpowiadam, nie mijając się właściwie z prawdą.
- No mamo, Piłsudski to taki żołnierz był, on Polskę bronił przed Rosjanami.
- Udało mu się?
- Nie, no co ty, on bronił i bronił, a tamci w kółko wygrywali.
- A Piłsudski miał jakieś zwierzątko?
- Nie miał, no co ty, to był żołnierz.
- A konika może miał?
- No miał, miał, konika który się nazywał Kasztanek – Spadkobierca grzebie w mózgu, usiłując odtworzyć dane – eeee, Kasztanka – poprawia się.
Babcia B. nie wytrzymuje i zaczyna się chichotać.

Wieczorem ćwiczę ten temat ze Spadkobiercą w ramach darmowych minut przez telefon z Małą Mi.
Spadkobierca opowiada, że ten Piłsudski to miał takie wąsy o tu – wskazuje dwoma palcami między czubkiem nosa a górną wargą.
Drążę temat: a czy Piłsudski był stary czy młody?
- Najpierw był stary jak dziadziuś, ale potem miał drugą żonę i był młody jak tatuś.

Doprawdy wątpię, czy jest sens, żeby Spadkobierca uczęszczał do przedszkola.
W nawiązaniu – tematyczny bonus, który urzekł mnie absurdalnym wdziękiem:

Supergirl

Posted in Mała Mi, cośtamcośtam on 24 listopad 2009 by babsztyle

Then she’d say, it’s Ok, I got lost on the way
but I’m a supergirl, and supergirls don’t cry.
And then she’d say, it’s alright, I got home late last night,
but I’m a supergirl, and supergirls just fly…

Listopadowo czuję się jak Don Kichot walczący z myślami. Mam nadzieję, że klocki się w końcu poukładają i wrócę do równowagi. Na razie usiłuję ją odnaleźć izolując się od świata kołdrą.
Żeby zająć głowę nie zwracaniem uwagi na myśli, odnajduję przy wsparciu doraźnym, różne prawdy życiowe. I tak:
Święta prawda: Zajmij się myśleniem o kimś innym, nie będziesz miała czasu na myślenie o sobie
Prawda fabryczna: Wszystko w życiu jest po coś, tylko tabelki są po piździe
Prawda emocjonalna: Czuję, więc jestem… brudny

I jeszcze wiadomość mailowa z ostatniej chwili, która znakomicie wpłynęła na poprawę XXX 4 WW.
MM

Dzień dobry, czy można?

Posted in Gruba Berta, cośtamcośtam, ogłoszenia parafialne, praca on 23 listopad 2009 by babsztyle


Jestem nieprzytomna ze zmęczenia.
Trzy godziny trwało dzisiaj odpowiadanie na zgadywanki w stylu z kim rozmawiała pani w kwietniu/maju/czerwcu/lipcu/kiedyśtam. Nie było łatwo – tym bardziej, że druga strona rozpisała na scenogramy każdą z ówczesnych rozmów telefonicznych i WIE o czym rozmawiałam.
Swoją drogą niezły ubaw miał Pan Supertajny z tych notatek, widziałam to po jego twarzy.
Moja doskonale selektywna pamięć okazała się niestety być przekleństwem, bo skłaniała Pana Supertajnego do przypuszczeń, że próbuję złożyć fałszywe zeznania. Ech, trzeba było jeść lecytynę…
Jeśli mnie zapuszkują, niniejszym zobowiązuję Małą Mi do zajęcia się Spadkobiercą i do wysyłania mi do ciupy smalcu z cebulką i majerankiem.
I cicho sza przed Babcią B. Jej powiecie, że wyjechałam na szkolenie z Urzędu Pracy.
Dziękuję.

Prawda o. Dywagacje o kobietach

Posted in Mała Mi, cośtamcośtam on 22 listopad 2009 by babsztyle

Odpowiadając na pytania erb-a. Jestem kobietą, więc w końcu się poczuwam do przejaśnienia sytuacji, tudzież udzielania porad subiektywnych.
I tak lecąc wg typów kobiet:
Kłamczuszka – jestem inna niż jestem – w rzeczywistości wirtualnej może pomóc w nawiązywaniu kontaktów. Metoda z tzw. krótkimi nogami. Jeśli nie jest aktorką – na pierwszym widzeniu i tak dowiesz się prawdy. IMHO – jak widzisz, że nagina rzeczywistość, nie marnuj czasu.
Gaduła – chce pogadać, ale przyznaje się, że jest w związku – plus za szczerość i, w zależności od stopnia desperacji, można się bzyknąć, albo pogadać.
Bagażówka – pytanie, jak dużą masz empatię i potrzebę kontynuowania akurat tej znajomości. Bo w końcu jak się rozwiedzie, natłucze exa itp. może być całkiem fajną kandydatką. Kwestia osobnicza (Twoja i jej). Jeżeli nie masz ciśnienia na związek od pierwszego wejrzenia, można dać sobie (i jej) trochę czasu na obserwacje. Bagaż nie zawsze jest wielbłądzim garbem. Kwestia podejścia. Jak ma dziecko – nie konkurujesz, grzecznie przyjmujesz rolę drugoplanową; jak ma złe doświadczenia z ex – właściwie przesrane. Nastawiasz się na pocieszanie, albo masz w dupie i szukasz innej.
Pani nie mam czasu – może faktycznie nie ma, a może to wymówka czy dyplomacja. Jak będzie chciała – czas znajdzie. Z drugiej strony, popatrz na swoje potrzeby. Może też masz ochotę pobyć czasem zupełnie sam, ze swoimi myślami? Albo godzisz się na bycie zapchajdziurą, albo cieszysz się z jej aktywnego trybu życia.
Kobita z zainteresowaniami - chwalić należy, że ma zainteresowania. Z tej sytuacji są przynajmniej dwa wyjścia: jeśli zależy Ci na czasie z nią spędzanym – uczysz się pływać na desce. Jeśli nie, i tak warto się nauczyć – nigdy nie wiadomo, czy się kiedyś nie przyda :)
Wszechwiedząca. Jeśli po 5 sek. wie, co i jak, należy się jej stosowny szacunek. W końcu jasnowidzów często się nie spotyka, z fusów też nie każdy umie wróżyć. Albo odpowiada Ci rola przedmiotowa (masz w sobie to coś – biorę), albo nie. Pytanie, czy sam tej taktyki nie stosujesz – w końcu po paru słowach pisanych trudno stwierdzić, czy będzie chemia, czy nie. A czy to da się stwierdzić po 5 sekundach? Sekundach raczej nie, po 5 minutach – jak zwykle – zależy… Nie spróbujesz, nie będziesz miał nawet 50% szansy.
Pozostają jeszcze zołzy, ale na te, z racji własnej, złej reputacji, nie będę podawała przepisu…
MM

Wiersz na niedzielę

Posted in Gruba Berta, cośtamcośtam on 22 listopad 2009 by babsztyle

Gdybym była amebą
nie biegałabym za potrzebą
nie musiałabym robić zakupów
budować z LEGO kolejowych słupów
ni oglądać umizgów głupów.

W brudnym zbiorniku
Pseudopodiami bez liku
ruszałabym
w wodzie
łodzie.

Takie oto mam właśnie przemyślenia z okazji całokształtu oraz poniższego postu Małej Mi.
Za to Wam życzę lepszej niedzieli niż moja.

Prawa i obowiązki

Posted in Mała Mi, cośtamcośtam, kandydat, rozmyślania on 21 listopad 2009 by babsztyle

Jako kobieta mam przerąbane. Z racji zanikającej, ale ciągle jeszcze obecnej dyskryminacji, mam obowiązki narzucone mi z góry przez stereotypy. Powinnam być dobrą żoną, matką i zajebistą kochanką. Przepraszam, ale nie spełniam. Jestem tylko zajebista :) Nie znoszę sprzątać, pranie ręczne polubiłam ostatnio dzięki teorii, że świetnie wpływa na kondycję biustu. Za dzieci swoje dziękuję, chwilowo nieczynne.
Jestem nieco zbuntowana i w wolnym czasie lubię robić to, co lubię i co mi akurat strzeli do łba, bo wystarczająco dużo muszę w fabryce. Dlatego też nie muszę się słuchać, nie muszę być z kimkolwiek, nie będę dokonywać wyboru “najlepszego z dostępnych”. Mogę być (albo nie) z tym, z kim będę chciała, o ile wola będzie też z drugiej strony.
Nie mam ciśnienia, nie jestem zdesperowana, dlatego też nie będę wybierać mniejszego zła, tylko dlatego żeby.
Wybranek nie musi być przystojny, nie musi być bogaty, nie musi być wysoki. Nie musi mieć nawet 18cm :P Ważne, żeby poziom odbioru rzeczywistości był podobny, żeby chciało mi się z nim godzinami “popierdasić”, czy też pogadać. Ważne jest poczucie bliskości, wspólne chwile milczenia. Wygląd jest ważny, nie oszukujmy się, ale nie jest decydujący. Gdyby był, byłabym teraz z cycatą brunetką. Poza tym to nie konkurs piękności. To w ogóle nie jest konkurs. Każdy filtruje rzeczywistość przez pryzmat własnych doświadczeń, podświadomie dobierając znajomości wg wewnętrznego, sobie tylko znanego klucza. Odcisk mojego klucza znajduje się w mile widziane, gdzieś w poście o wymaganiach.
To tyle o mnie…
MM

Siedź w kącie a znajdą cię

Posted in Gruba Berta, cośtamcośtam, dlaczego?, kandydat on 16 listopad 2009 by babsztyle

Podzielę się z Wami moimi przemyśleniami odnośnie wizyt złożonych przez nas, Babsztyle, na Sympatii dot peel.
Rozmawiam z wieloma osobami, które są mniej lub bardziej w naszym (średnim) wieku i są po tzw. przejściach, więc są same albo samotne, a w czesiu tęsknią mniej lub bardziej za drugim człowiekiem, za bliskością, serdecznością, uczuciem.
Kiedy opowiadam, że zdecydowałyśmy się z Małą Mi na poszukiwania kandydatów via internet, z zakłopotaniem mrużą oczy, mrucząc zażenowane to nie dla mnie, ja tak nie umiem.
Pytam się dlaczego, czego nie umiesz? Trzeba spróbować, żeby wiedzieć; jak możesz oceniać, skoro nie wiesz, co oceniasz?
A może wstydzisz się przyznać przed sobą, że jesteś z każdym dniem starszy/a, smutniejszy/a, bardziej sam/a? uważasz, że świat powinien zatrzymać się przed Tobą, klęknąć, złożyć Ci hołd?
Czemu nie odważysz się zalogować, przejrzeć ludzi, pośmiać się ze zdjęć, opisów, potraktować temat na luzie, bez ciśnieniowania się, żeby koniecznie szybko kogoś znaleźć?
Boisz się odrzucenia, kolejnego niepowodzenia w życiu osobistym?
Może warto przestać siebie traktować tak do bólu serio?

Zupełnie odrębnym tematem jest wstępne przetestowanie kompatybilności znajomości zawartych przez Sympatię dot peel.
Nie wiem jak to zrobić, nie wydam kategorycznej opinii, jak można zręcznie zapytać obcego typa, czy goli pachy i worek (nieogolonego przecież nie poliżesz, prawda?), czy po wysikaniu myje siusiaka (tym bardziej nie poliżesz, heh), czy wie, że ma być wierny i czy nie traktuje Cię narzędziowo: jako przejściówkę, przytul-mnie-mamę, kucharkę czy sponsorkę.

Wolność

Posted in Gruba Berta, cośtamcośtam on 16 listopad 2009 by babsztyle

Wołam za Martinem Lutherem Kingiem I have a dream, wołam do świata, usłyszcie mnie, I have a dream
Śniło mi się, że koło mojej rezydencji znalazłyśmy z Małą Mi siedzącą na drzewie młodą, wielką, piękną gęś o jedwabistych, białych piórach i żółtych łapach, którymi była przyrośnięta do gałęzi.
Patrzyłyśmy jak gęś usiłuje oderwać się, nieporadnie macha skrzydłami, ale uniemożliwiają jej to wrośnięte w gałąź łapy.
Postanowiłyśmy uwolnić ją – Mała Mi napięła gałąź jak cięciwę, ja udzielałam porad i robiłam telefonem zdjęcia. Im mocniej gałąź była napinana, tym bardziej gęś bolały odrywane siłą, wrośnięte łapy. W końcu Mała Mi tak mocno napięła gałąź, że wystrzeliła gęś jak kamień z procy. Gęś wzleciała, wystrzelona siłą odrzutu, ale upadła z bólu i strachu. Podbiegłyśmy do niej, kucnęłyśmy wokół niej i zaczęłyśmy ją głaskać po białych skrzydłach, po pięknej, długiej szyi. Z łap nie leciała krew, ptak po prostu przestraszył się pierwszym w życiu lotem i dlatego upadł. Po chwili gęś podniosła się i wzbiła się w niebo. Wiedziałyśmy, że jest nam wdzięczna.
Robiłam jej zdjęcia, żałując, że nie mam przy sobie aparatu fotograficznego, a tylko telefon.
Byłyśmy szczęśliwe, że mogłyśmy jej pomóc.

Następnego dnia zadzwoniła do mnie Mała Mi, bo nie słyszałyśmy się już bardzo długo, to znaczy więcej niż 12 godzin. Opowiedziałam Jej mój sen.
Mała Mi wysłuchała i powiedziała: no tak, śniło mi się to dwa dni temu. Śniła mi się końcówka tego snu, że głaszczemy wspaniałą, wielką gęś, która leży pod Twoją rezydencją, a potem że ta gęś odlatuje.
Zaniemówiłam.

Tajemnice podświadomości

Posted in Mała Mi, cośtamcośtam, rozmyślania on 15 listopad 2009 by babsztyle

Poza brakiem zasad, wyznaję jedną: wszystko dzieje się po coś. Deszcz pada, żeby można było chlapnąć tyłkiem w błoto; pies szczeka, bo nie umie powiedzieć imbir; bóle psychosomatyczne są po to aby uwierzyć, a biała gęś oznacza podróż.
Chyba każdy przeżył sytuację, kiedy wydaje się, że to już było, że to jakieś cholerne deja vu, nienazwane pragnienie, które w momencie doświadczania sobie uświadamiamy (mój ulubiony Freud). Samospełniające się przepowiednie, telefony wykonywane w tej samej chwili, wiadomości tej samej treści, ciarki na plecach i jeżące się włosy, kiedy osobnicy z lepszego świata dają znak sygnał. I tak:
- Pozbyłam się bólu ucha wizualizując go i dziękując za współpracę. Nie wierzę w takie “terapie”, więc było mi dziwnie, kiedy okazało się, że działa. Podwójnie dziwnie zrobiło się, gdy uświadomiłam sobie, że zwizualizowany ból, jak i miejsce w którym go pożegnałam, istnieją “tu i teraz”, w moim realnym świecie, gdzie uczęszczam na spacery z burkiem. WOW. Póki co, nie chodzę tam – niech sobie pan ból upatrzy inny domek.
- Niewinne pytanie: nie naprawić Ci czegoś? zostało wypowiedziane w absolutnie nieodpowiednim momencie. Dzień później kran postanowił, że będzie ciurkał. Dźwięk ten jest jednym z niewielu, który doprowadza mnie do furii; aktualnie jestem w stanie przegryźć tętnicę, wynieść się z domu, zdemontować kran. I tylko wizja lejących się malowniczo strumieni wody powstrzymuje mnie przed ostatecznym krokiem.
- Miałyśmy z GB wspólny sen. Tzn. ja go miałam dwa dni wcześniej i śniła mi się tylko końcówka, podczas gdy GB miała pełnometrażówkę. Surfowałyśmy wczoraj po necie usiłując się dowiedzieć, co oznacza, a mnie wszystkie włosy na rękach stały…Na szczęście okazało się, że przyszłość będzie świetlana i czeka nas długa podróż (hehe, zapewne w pn w korkach do fabryki)…
Tak, tak. Nic nie dzieje się bez przyczyny…
MM

Od dwóch tygodni nie mam nic do napisania.

Posted in Gruba Berta, cośtamcośtam, kandydat, praca on 14 listopad 2009 by babsztyle

Wpadłam w aksamitną czeluść niebytu. Rano, po wpapusianiu Papusiowego śniadania odwozimy z Papusiem Spadkobiercę na uczelnię, wracamy do domu na kawę i inne atrakcje dostępne w tych godzinach wagarowiczom oraz osobnikom w wieku rozrodczym.
Potem jemy obiad w rezydencji lub na mieście, idziemy do kina, na zakupy, jedziemy na spacer, wycieczkę, wakacje, ponownie cośtamcośtam, gościmy się z i u Małej Mi, wieczorem kolacja jakby jutro miało być Boże Narodzenie.
Z każdym dniem coraz bardziej mi niedobrze od tego błogostanu, zaczynam mieć dosyć tej słodyczy bezrobocia, chcę do pracy, chcę akcji, działania, ciśnień.